A A A

Żelwietr Kasper (Gaspar) Ignacy

Жельветр Гаспар Игнатий Яковлевич


Autor: Bartłomiej Garczyk Żelwietr Kasper (Gaspar) Ignacy / Жельветр Гаспар Игнатий Яковлевич (ok. 1780–1856), h. Grzymała (?), adwokat i plenipotent petersburski, gawędziarz i filantrop...
21.09.2016
stan artykułu kompletny
Żelwietr Kasper (Gaspar) Ignacy
Żelwietr Kasper (Gaspar) Ignacy / Жельветр Гаспар Игнатий Яковлевич (ok. 1780–1856), h. Grzymała (?), adwokat i plenipotent petersburski, gawędziarz i filantrop.

Urodził się ok. 1780 r. w pow. oszmiańskim woj. wileńskiego (potem gub. wileńska). Według teczki legitymacyjnej z 1865 r. był synem tamtejszego szlachcica Jakuba. Kształcił się najprawdopodobniej w Wilnie; nigdy nie piastował żadnego publicznego urzędu. Z Petersburgiem był związany od ok. 1800 r., kiedy jako dwudziestoletni aplikant został plenipotentem ostatniego oboźnego wielkiego litewskiego Aleksandra Michała Pocieja (1774–1846). Nad Newę, gdzie najpóźniej w 1805 r. osiadł na stałe, udał się w celu reprezentowania jego interesów (wydobycia objętych sekwestrem w 1795 r. dóbr?).

Do stolicy Imperium Rosyjskiego zjeżdżali wówczas liczni pełnomocnicy szlachty polsko-litewskiej z zadaniem prowadzenia spraw sądowych (głównie rewindykacyjnych), urzędowych i gospodarczych. W większości „niewielkim zachowaniem cieszyli się oni w stolicy i niewiele szacunku imieniowi polskiemu przysparzali” – pisał pamiętnikarz Tadeusz Bobrowski (1829–1894) i dodawał – „nie bez racji nazywali się oni «chadatajami» [ros. ходатай], bo więcej nogami chodząc i depcząc po jurysdykcjach, no ma się rozumieć i płacąc, a czasem i obiecując tylko – niż głową i prawem interesa obrabiali” (Pamiętnik mojego życia, Lwów 1900, t. 1, s. 382–383). Negatywnie na ich temat wypowiadał się też autor obszernego wspomnienia o Żelwietrze – znany lekarz i pamiętnikarz Stanisław Morawski (1802–1853), który przyrównując plenipotentów do pasożytniczej jemioły i krwiożerczych nietoperzy (Vespertilio spectrum), twierdził, że „Penipotent Petersburski, naprzód, może, kiedy chce, nic nie umieć i najczęściej nic nie umie i nie zna. Rzadko nawet umie po rusku” (W Peterburku…, s. 75). Sam Żelwietr jako protoplasta tego zawodu cieszył się jednak znakomitą opinią, robiąc pod koniec kariery także bliżej nieokreślone intratne interesy ze skarbem państwa. Sporządzony przez Morawskiego w 1849 r. wykaz petersburskich plenipotentów poświadcza, że był czynny w tym zawodzie od 45 lat. Wzmiankowani tamże Mazurkiewicz i Piotrowicz, którzy zaczynali u Żelwietra pierwszy jako skrybent, a drugi jako chłopiec na posyłki, mieli za sobą odpowiednio 18 i 19 lat pracy w tej profesji, ich dochody zaś szacowane były na 500 i 400 tys. złp.

Z biegiem lat Żelwietr pozyskał wśród szlachty z Wilna, Kijowa, Grodna, Mińska i innych miast imperium szerokie grono klientów, których interesy reprezentował. Według redaktora zachowawczego „Tygodnika Petersburskiego” Józefa Emanuela Przecławskiego (1799–1879) Żelwietr dobrze znał otoczenie ks. Adama Jerzego Czartoryskiego (1770–1861), rosyjskiego ministra spraw zagranicznych w latach 1804–1806, co bez wątpienia ułatwiło mu nawiązywanie kontaktów z dworem. Posiadając więc pewne wpływy w kołach dworskich Petersburga, uchodził za patrona wszystkich stołecznych plenipotentów, co przyczyniło się do tego, że w krótkim czasie dorobił się znacznego majątku. Co symptomatyczne jedynie w jego wypadku Morawski nie był w stanie podać przybliżonej kwoty, twierdząc że zarobił co najmniej 6 mln złp., które roztrwonił, w znacznej części na różne potrzeby rodaków, wydając jego zdaniem po 50 tys. rub. asygnacyjnych rocznie.

Żelwietr zamieszkiwał wraz z rodziną w reprezentacyjnych lokalizacjach. Zaprzyjaźniony z nim malarz i rysownik Aleksander Orłowski (1777–1832), jeden z rysunków klasycystycznego gmachu teatru z 1820 r. opatrzył komentarzem: „widok petersburskiego teatru, rysowany z mieszkania Kaspara Żelwietra o szóstej po południu przez Aleksandra Orłowskiego, malarza-Polaka”. Szkic ów przedstawiał prawdopodobnie widok z lokalu na czwartym piętrze w domu Żerbina [Дом Жербина] na pl. Michajłowskim (obecnie pl. Iskusstw [пл. Искусств]) 2. Kolejny kosztownie urządzony apartament Żelwietra mieścił się według Morawskiego na piętrze domu Czaplica [Дом Чаплица] przy ul. Wielkiej Miljonnej [Большая Миллионная ул.] (obecnie ul. Miljonnaja [Миллионная ул.]). W posiadaniu rodziny Żelwietrów znajdowała się wówczas czterokonna resorowana kareta oraz powóz (faeton) w parę zaprzężonych koni. Jednak, jak zauważył pamiętnikarz, choć miał on całe piętro, mieszkał w jednym pokoju, miał karoce, ale chodził piechotą. Wreszcie co najmniej od 1835 do 1853 r. rezydował w Carskim Siole. Wszystkie jego mieszkania, ale i składy, które zdaniem Morawskiego posiadł, słynęły z gustownych importowanych mebli i wyrobów najwyższej jakości.

Siedziby Żelwietra, podobnie jak inne salony petersburskie, były ważnym miejscem spotkań Polonii i ośrodkiem jej życia towarzyskiego. Wolny czas plenipotenta zapełniały aktywne kontakty towarzyskie. Wśród licznych gości w jego domu byli m.in.: Adam Mickiewicz (1798–1855), który wygłosił u niego improwizację, a samego Żelwietra określał jako „zacnego adwokata” i „przyjemnego człowieka”, szwagier Mickiewicza filomata i prawnik Franciszek Malewski (1800–1870), filareta i historyk Mikołaj Malinowski (1799–1865), malarz Walenty Wańkowicz (1799–1842), pianistka Maria Szymanowska (1789–1831), J. Przecławski oraz petersburski cenzor polonofil Bazyli Anastasiewicz (1775–1845). Częstym gościem był wspomniany A. Orłowski, który wśród licznych wykonanych przy tych okazjach rysunków pozostawił też podobizny gospodarza. Wedle Morawskiego artysta „dał [mu] przywilej umyślną sporządzić księgę, żeby mu w niej przy zdarzonych okazjach rysował”. Po śmierci Orłowskiego w roku 1832 schorowana wdowa Elżbieta 1. v. Denebeck (Donebeck?) z domu Bülow [Бюлов] (1791–1838) z dziećmi Józefem i Pauliną zamieszkała na czwartym piętrze wspomnianego domu Żerbina na pl. Michajłowskim 2, obok mieszkań Przecławskiego i Żelwietra. Ten ostatni wyznaczony przez malarza opiekunem jego potomstwa otoczył sieroty troskliwą opieką, dbając o ich utrzymanie, co potwierdza m.in. korespondencja serwilistycznego wydawcy Adama Honorego Kirkora (1818–1886), który w 1845 r. spotykał dzieci Orłowskiego w domu Żelwietrów w Carskim Siole. Sam Żelwietr, będąc kolekcjonerem prac malarza (posiadał duży zbiór jego rysunków i karykatur inter poculos oraz m.in. oprawiony autoportret malarza z datą jego urodzin), zajął się również sprzedażą pozostałych po nim zbiorów. Orłowski nie był zresztą jedynym artystą, którego wspierał. Według Przecławskiego objął też mecenatem i zachęcił do rozpoczęcia studiów w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych rzeźbiarza Wiktora Brodzkiego (1826–1904).

Żelwietr (często z synem Władysławem) był stałym bywalcem w domu M. Szymanowskiej, o czym informuje w dzienniku córka pianistki Helena Szymanowska-Malewska (1811–1861). Wspomnienie takiej wizyty odnajdujemy w jej zapiskach z grudnia 1829 r., kiedy to podczas przyjęcia imieninowego Marii Szymanowskiej Żelwietr sprezentował solenizantce kryształowy kosz. Wielokrotnie również przyjmował w swym domu Szymanowskie – matkę z córkami Heleną i Celiną (1812–1855), m.in. w listopadzie 1828 r. wspólnie oglądali z okien jego mieszkania uroczystość pogrzebową żony Pawła I (1754–1801) – carycy Marii Fiodorowny (1759–1828), razem obchodzili też w 1831 r. jego imieniny (dzieci, panny Szymanowskie oraz m.in. Feliks Kułakowski odegrali wówczas komedię napisaną przez tego ostatniego na cześć solenizanta) oraz spędzali pierwszą po śmierci M. Szymanowskiej wigilię. O bliskości rodziny Szymanowskich i Żelwietra świadczy także fakt, że był on uczestnikiem uroczystości zaślubin i wesela Malewskiego z Heleną, a także asystował 8 stycznia 1833 r. przy chrzcinach ich pierworodnego syna – Adama (1832–1875). H. Malewska, która zaprzyjaźniła się z jego córką Julią, odwiedzała też Żelwietrów w Carskim Siole, m.in. w maju 1835 r. oraz w lipcu1853 r., po śmierci Soni Żelwietrówny.

W kręgach petersburskiej Polonii i arystokracji Żelwietr słynął z wydawania wystawnych i smacznych obiadów. Dbał o kuchnię, zatrudniał doskonałych kucharzy, którzy wyspecjalizowali się w daniach litewsko-polskich. Sekrety jego wykwintnego stołu zdradzała czasami postronnym ochmistrzyni panna Juszkiewiczówna. Jak pisał bp wileński Adam Stanisław Krasiński (1810–1891): „Nazywany był patriarchą wszystkich Polaków, każdy nowo przybyły znajdował u niego gościnność, a w razie potrzeby radę i pomoc. Anegdot miał zapas niewyczerpany, stół zawsze na 12 osób nakryty”. Lukullusowe uczty – jak nazywano przyjęcia w domu Żelwietra – były synonimem wystawności i wykwintności. Zdaniem współczesnych sam gospodarz posiadał chorobliwą skłonność do obżarstwa, co potwierdzają podobizny Orłowskiego i porównanie Morawskiego – „obżartuch jak wileński Dołgoruki” (chodziło zapewne o Jurija A. Dołgorukowa (1807–1882), gubernatora wileńskiego w latach 1838–1840). Cmokał i mlaskał przy stole, przełykał ślinę tak, że „gdybyś umarłszy otworzył oko z przypadku i popatrzył wtedy na niego, jużby się tobie pewno jeść zachciało” (Morawski).

Pomimo nieprzychylnych opinii o Żelwietrze, któremu zarzucano nadmiernie wystawny tryb życia i nuworyszowskie afiszowanie się majątkiem, wielu mu współczesnych podkreślało jego dobroduszność. Cechowała go też szczerość i prawdomówność. Będąc z natury ufnym i życzliwym ludziom, kiedy dowiedział się o nędzy jakiegoś rodaka, wszystkimi siłami starał się pomóc – karmił, opiekował się, wspierał finansowo. „Opieka” ta przybierała formę niesformalizowanej i pozainstytucjonalnej dobroczynności. Wykorzystywano więc ponad miarę jego gościnność: „mieszkali u niego, nic nie płacili, darmo jedli, spali, a zamiast wdzięczność okazać to potem obgadywali go” (Morawski). Niektórzy z rodaków dorobili się też jego kosztem majątków. Zdaniem Morawskiego Żelwietr „Uprzejmy, pełen naturalnej, a wysokiej prostoty w obejściu się z ludźmi, pełen tej staropolskiej szczeroty […] łączył w sobie ton dzisiejszego świata, praktycznie nabyty, z dawną pokorą i uniżoną na oko, ale pełną znania się na sobie, na swojej godności manierą kontuszowego szlachcica”. Był też dziwakiem z lenistwa niepiszącym listów, posiadającym jednak niezwykły dar gawędziarski, który dostrzegł u niego sam Mickiewicz. Jak pisał Morawski, „żadnych nie posiadając języków, osobliwie po 1826 roku, kiedy się dużo w Petersburgu prawdziwie uczonych Polaków znalazło, czytał wiele ksiąg polskich […]. Ale to dziwna, że przez pół wieku mieszkając w Rosji nie nauczył się nawet pisać po rusku!” […]. Z nasłuchania się i oswojenia mówił nieźle tym językiem”. Według A. Kirkora miał „charakter ujmujący, umysł światły i nauką wzbogacony”.

Żelwietra-ekscentryka cechowała też oryginalna powierzchowność uchwycona trafnie przez Orłowskiego. Był okazałym mężczyzną o atletycznej budowie ciała, wysokiego wzrostu i dobrotliwej twarzy. Czarne, kręcone włosy okalały wysokie czoło ogromnej głowy, na twarzy widoczne były ślady po ospie. Zawsze nadmiernie wyperfumowany nosił frak, a na palcu wielki brylant.

Z małżeństwa (przed 1812 r.) z córką pułkownika wojsk polskich nieznaną bliżej panną Czapską miał Żelwietr czworo dzieci – dwóch synów, w tym Władysława, i dwie córki Sonię (zm. 1853) i Julię, zamężną od roku 1832 z prawnikiem w kancelarii petersburskiego generała gubernatora Wincentym Bobińskim (ur. 1798), z którym miała córkę Walerię. Malewski oraz urzędnik i wydawca Adam Rogalski (1800–1843) charakteryzowali Julię jako „niepomiernie grubą”, „pulchną”, „niepiękną i malutką”. Z kolei Morawski uważał potomstwo Żelwietra za nieudane, twierdził bowiem, że „najlepiej uważać go za bezdzietnego człowieka”.

Zmarł Żelwietr we wrześniu 1856 r. w wieku 76 lat. Nie wiadomo, gdzie został pochowany, być może w Carskim Siole, gdzie zdaje się do końca życia mieszkał.



Bibliografia:
L. Bazylow, Polacy w Petersburgu, Wrocław 1984, s. 126–127, 200 i wyd. ros. Sankt-Petersburg 2003; H. Cękalska-Zborowska, Aleksander Orłowski, Warszawa 1962; L. Gomolicki, Dziennik pobytu Adama Mickiewicza w Rosji 1824–1829, Warszawa 1949; T. Bobrowski, Pamiętnik mojego życia, Warszawa 1979, t. 1, s. 449; Dziennik Mikołaja Malinowskiego. Z rękopisu Biblioteki Ordynacyi Krasińskich wydał z oryginału łacińskiego przełożył, wstępem i objaśnieniami opatrzył dr Manfred Kridl, Wilno 1914; A. Kirkor, Wrażenia z Peterburga (Listy do Redaktora Athenaeum), „Athenaeum” 1846, t. 4, s. 206–207, 215–216, 222, 225; W. Lednicki, Przyjaciele Moskale, Kraków 1935; A. Mickiewicz, Dzieła wszystkie, t. 13: Listy, Warszawa 1953; Mikołaja Malinowskiego Księga Wspomnień, Kraków 1907; S. Morawski, W Peterburku. 1827–1838. Wspomnienia pustelnika i koszałki kobiałki z 18 miedziodrukami, wyd. A. Czartkowski, H. Mościcki, Poznań 1927, s. 75–108 („Gazpar Żelwietr”); toż po rosyjsku: С. Моравский, В Петербурге 1827–1838, w: Поляки в Петербурге в первой половине XIX века, ред. А. И. Федута, Москва 2010, s. 504, 516, 518–535, 549, 573; tenże, Z wiejskiej samotni. Listy do Heleny i Franciszka Malewskich, Warszawa 1981; E. Odyniec, Listy z podróży, Warszawa 1961, t. 1–2; О. А. Пржецлавский, Воспоминания, w: Поляки в Петербурге в первой половине XIX века, ред. А. И. Федута, Москва 2010, s. 131–132, 299, 302–303; H. Szymanowska-Malewska, Dziennik (1827–1857), Warszawa 1999 (wielokrotnie wspominany z dziećmi); Wspomnienia Biskupa Adama Stanisława Krasińskiego, Kraków 1900; „Kronika Rodzinna” 1875, nr 23 i 24.
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszej witryny. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na twoim dysku zmień ustawienia przeglądarki
Akceptuję
Więcej informacji